Tak się składa, że mam już trzecią łódkę w swoim doświadczeniu wędkarskim.
Pierwsza, to była szalupa z m/y Gedania, starego żaglowca.
Odkryłem to podczas remontu, po zdjęciu kilku warstw starej farby, żelkotu.
Super łódeczka. Wygodna, z trzema ławeczkami, podwójnym dnem.
W połączeniu z elektrycznym silnikiem niezastąpiona na jeziorze.
Po odpowiednich przeróbkach była niezatapialna.
Pływałem nią po jeziorach, kanałach, rzekach.
Dorobiłem specjalnie do niej odpowiednią przyczepkę i była to naprawdę mobilna jednostka.
Brałem ją na zawody, spotkania towarzyskie, imprezy wędkarskie. Sprawowała się znakomicie.
Wylądowało na niej kilkaset szczupaków i wiele innych ryb.
Przyszedł jednak czas, że okazało się, że nie ma jej gdzie trzymać.
Razem z przyczepą, z silnikiem spalinowym i elektrycznym poszła do "Żyda"...
Pozostały niezatarte wspomnienia.
Kolejna łódka to jeszcze mniejsza jednostka. Wykonana na zamówienie skorupa z laminatu, którą można było samemu wrzucić na dach samochodu osobowego. Ta jednak nie była tak stabilna na wodzie jak poprzednia.
Po próbach z silnikiem spalinowym na pawęży oddałem ją dalej.
Na pontonie czułem się bezpieczniej niż na niej.
Można było łatwiej dojechać do każdego miejsca, samemu zdjąć i założyć ją na daszek ale przecież to nie wszystko.
Na kolejny zakup zdecydowałem się po doświadczeniach kilku lat wędkowania w fiordach Norwegii a później także łowienia z kutra, na Zatoce Gdańskiej.
Przede wszystkim to zdecydowana zmiana założeń.
Łódź kryta, wypornościowa, zdolna do podróży i wielodniowych wycieczek turystyczno - wędkarskich.
Po tygodniach wyszukiwań trafiłem na pełnomorską krypę produkcji UK.
Niestety, wcześniej pozbawiono ją silnika stacjonarnego i wycięto pawęż pod silnik zaburtowy.
Sporo pracy kosztowało mnie, żeby przystosować ją do własnych potrzeb.
Generalnie, przy wyborze jednostki trzeba pamiętać, że im większy, cięższy kadłub tym stabilniej zachowuje się na wodzie. Dotyczy to każdej jednostki, bez względu na to, czy będzie to łódź wędkarska, kuter rybacki czy żaglówka.
Istotne jest to szczególnie kiedy chcemy pływać po sfalowanych akwenach Zatoki Gdańskiej, Mierzei Wiślanej czy Bałtyku.
Trzeba zainwestować w silnik zaburtowy, sterociąg itp bambetle.
Na sterociąg składa się: koło sterowe, linki zmiany biegów i "gazu", manetki (biegi, gaz) i oczywiście mechanizm układu kierowniczego (mechaniczny lub hydrauliczny).
Kiedy kompletuje się to wszystko pierwszy raz napotyka się na wiele pytań, trudności etc.
Wtedy poznaje się powiedzenie: chcesz mieć statki - masz wydatki.
Na łodziach szybko dochodzi do korozji metali ze względu na wilgoć. Szczególnie szybko zachodzi taka reakcja kiedy pływa się po słonych wodach morskich. Np na Martwej Wiśle woda praktycznie też jest słona. Większość elementów powinna być ze stali nierdzewnej lub przynajmniej z mosiądzu albo z plastiku. To kosztuje...
Co by nie powiedzieć plastik jest najmniej trwałym rozwiązaniem ale często trzeba dokonać zdroworozsądkowego wyboru na daną chwilę.
Do napędu łodzi mamy do wyboru kilka opcji: nowy silnik, używany, dwusuwowy ( w tej opcji już tylko używany ze względu na wymogi UE) lub czterosuw, w tym silniki przystosowane do napędu z rumplem lub na manetki.
Dwusuwy są lżejsze, mniej skomplikowane ale także głośniejsze oraz w większości potrzebują dodatku do paliwa w postaci oleju smarującego.
Do wyboru pozostaje także opcja długości kolumny napędzającej śrubę, S lub L. Czyli krótkiej lub długiej. Jest jeszcze kolumna ultra długa...
Sporo tego.
Im bardziej skomplikowany silnik (ilość biegów, cylindrów, rozrusznik, alternator itp) tym silnik będzie droższy i cięższy. Do silnika potrzebny będzie także zbiornik paliwa w raz z zawartością, dla którego też musi znaleźć się odpowiednie miejsce jak i przewód zasilający z pompką.
Obciążenie pawęży silnikiem także ma wpływ na sterowanie łodzią.
To wszystko zazębia się.
Ważnym elementem wyposażenia łodzi to także kotwica oraz lina utrzymująca nas w pożądanym miejscu.
Kotwica musi być odpowiednio ciężka w stosunku do wagi łodzi a lina z reguły 3 razy dłuższa od występującej głębokości, żeby skutecznie utrzymać łódź w tym samym miejscu.
Podobnie powinniśmy pamiętać o dopasowaniu skoku łopat i średnicy śruby napędowej w zależności od obciążenia i zastosowanego napędu.
Istnieją tzw śruby szybkie i uciągowe.
Jeżeli jest to kryta łajba (z kabiną) to zawsze można wygospodarować miejsca noclegowe, miejsce na zlew i kuchenkę gazową.
Przede wszystkim jednak mamy miejsce, gdzie można schronić się przed deszczem, zjeść ciepły posiłek, wypić gorącą kawę czy zwyczajnie odpocząć, przespać się.
Jeżeli chcę pływać względnie bezpiecznie, także w nocy będzie potrzebna instalacja elektryczna, zasilana baterią 12V.
Łódź można oświetlić na zewnątrz jak i w środku.
W razie potrzeby można zasilić laptop, echosondę, GPS, ładowarkę komórki, radio i wiele innych urządzeń.
Dzisiaj nie potrzeba specjalnych uprawnień, żeby wypłynąć w morze.
Tutaj limituje nas tylko moc silnika (max 15kM mocy) i długość kadłuba (zdaje się max 12m) by wypłynąć na odległość do 2 mil morskich (1852mx2=3.7km) bez żadnych kursów.
To wcale nie mało.
Jeżeli z plaży sięgamy morskich leszczy, okoni, sandaczy, węgorzy, dorszy czy fląder to z łodzi tym bardziej.
Wystarczy, że wykupimy licencję na wędkowanie w wodach morskich (47zł/rok), łódź zarejestrujemy w Urzędzie Miasta (17zł jednorazowo) i łapiemy do bólu, bez względu na to, czy jesteśmy członkami Polskiego Związku Wędkarskiego czy nie.
Wody morskie to nie tylko Bałtyk, Zatoka Gdańska czy Zalew Wiślany. To także np Martwa Wisła.
CDN