Cóż, wędkarze to starzy bajarze, tak więc czas ten minął nam bardzo szybko i tylko pozostawało nam cieszyć z tego, że płyniemy jedną z najstabilniejszych i najlepiej zaadoptowanych do wędkarstwa jednostek w naszym kraju, gdyż przez pierwszą godzinę rejsu siła wiatru dochodziła do 6 stopni w skali Beaforta.
Pierwszy postój, głębokość łowiska około 45 metrów, ale ryb jak na lekarstwo. Szyper decyduje się na dalsze zwiększanie głębokości, i jak się okazało, było to bardzo sensowne posunięcie. Głębokość 50 metrów i raz za razem na pokładzie zaczęły lądować kolejne dorsze. W miarę jak upływał czas, siła wiatru spadała i w pełni mogliśmy się delektować walorami wędkarstwa morskiego.
Pomimo tego, że warunki atmosferyczne pozwalały na wędkowanie małymi pilkerami, to jednak były one ignorowane przez ryby. Metodą, która pozwalała na skuteczne wędkowanie, było zakładanie pilkerów 125 gram i cięższych, oraz prowadzenie przynęty jak najbliżej dna, bez agresywnych szarpnięć. Skuteczne były przywieszki. Ci, którzy potrafili się nimi posługiwać mieli zdecydowanie lepsze wyniki od pozostałych uczestników rejsu.
W połowie jego trwanie załoga poczęstowała wszystkich ciepłym posiłkiem i po uzupełnieniu braków energetycznych zabraliśmy się do dalszego penetrowania bałtyckich łowisk. Na kutrze wyraźnie można było zaobserwować kto jest starym wilkiem morskim, a kto sprzętem dorszowym posługuje się od święta. Rozbieżność wyników od ryb kilku do dwudziestu kilku, jednoznacznie wskazywała na jakim etapie dorszowej edukacji są poszczególni wędkarze.
Jedynym minusem soboty spędzonej na Złotej Rybce, był brak dużych ryb, ale tego nikt nam nie mógł zagwarantować. Przeciętna wielkość łowionych wątłuszy to około 45 cm. O tej porze roku ryby te są w doskonałej kondycji, tak więc nawet hol takich dorszy sprawiał dużą frajdę.
W opinii wielu wędkarzy Złota Rybka, jak mało która jednostka, nadaje się do organizowania na niej zawodów wędkarskich i rejsów integracyjnych. Jej wielkość, warunki socjalne, a także takie szczegóły jak wypoziomowany dziób, ławki, stoły, cały czas serwowana gorąca kawa i herbata, a także przychylność załogi sprawia, że wędkowanie na niej to czysta przyjemność.
Dla wędkarza morskiego nie ma nic lepszego niż spędzenie dnia z wędką w ręku na jednostce, której załoga sprawia, że rejs jest czystą przyjemnością i odreagowaniem ciężkiego tygodnia i taka dla nas była właśnie ta sobota. Dziesięciogodzinny rejs minął bardzo szybko, z niecierpliwością będziemy oczekiwać następnego.


