Z nieukrywaną ciekawością wypływamy w morze. Pierwsze wrażenia potwierdzają to o co do tej pory znaliśmy tylko z opowiadań. „Paweł Sz” rozwija prędkość 11 węzłów, a dźwięk dwóch napędzających go silników to tylko delikatne mruczenie, bardzo przyjemne dla uszu. Pierwsze napłynięcia i pierwsze ryby lądują na pokładzie. Być może nie są to okazy, ale o takich w tym dniu nawet nie marzyliśmy. Żar lejący się z nieba i bezwietrzna pogoda z pewnością nie pomagały w łowieniu, ale i tak nic nie było w stenie posuć nam przyjemności jaką daje każda wyprawa w morze. Największy nasz dorsz miał niespełna trzy kilo. Dominowały ryby około wymiarowe lub takie poniżej wymiaru, tak więc większość z naszych zdobyczy z powrotem trafiała do wody. Udało nam się złowić jedną flądrę, która zaatakowała 75 gramowy pilker. Oczywiście, o tej porze roku w okolicach polskiego wybrzeża jest dużo belon, tak więc nasze przynęty również były przez nie często atakowane. Niestety, na połów tych ryb nie byliśmy przygotowani i skuteczne zacięcie było nie lada problemem. Dodatkowego smaczku naszej wyprawie dodawała rywalizacja, którą wymyślił Piotrek Ebel. Ufundował on nagrodę dla zwycięzcy zawodów „Mistrzowie kontra Kelnerzy”, w której to punktowane były największe trzy ryby złowione przez każdego zawodnika.
Teraz może o samej jednostce
„Paweł Sz” to niewątpliwie nowa jakość w jednostkach, które oferują wyprawy wędkarskie. Niczym nie przypomina kutrów, które powszechnie spotykamy na Bałtyku. To typowy jacht motorowy, który został zaadoptowany tak aby maksymalnie uprzyjemnić wędkowanie. Żadnych lin, masztów i elementów, które mogłyby ograniczać swobodę rzutów. Duża i wygodna mesa, przestronne koje w których może spać 12 osób, to propozycja dla tych, którzy chcieliby popłynąć na dłuższy rejs. Widać, że armator nie oszczędzał bo wszystko, począwszy od toalet, poprzez całe wyposażenie jednostki , po takie detale jak deski do filetowania ryb na pokładzie zostało wykonane z dbałością o najdrobniejsze szczegóły z najwyższej jakości materiałów.
Oferta
„Paweł Sz” to nie tylko standardowe rejsy 8-12 godzinne, ale również możliwość penetrowania daleko położonych łowisk, np. tych położonych w okolicach Bornholmu. Jacht ten zabiera na pokład 12 osób, tyle jest miejsc sypialnych, ale na krótsze rejsy z powodzeniem może wypływać 15-16 wędkarzy. Oczywiście, co w Darłowie jest standardem, kawa i herbata podawane są na bieżąco, a obiad serwowany jest w połowie rejsu.
Podsumowanie
Bardzo udana niedziela, nie tylko za sprawą doborowego towarzystwa, ale przed wszystkim jednostki, którą z czystym sumieniem możemy polecić każdemu wędkarzowi. Jej plusem jest niewątpliwie prędkość, która wpływa na efektywny czas wędkowania i komfort, jaki ta łódź oferuje. Minusów na razie nie widzimy, ale czas i opinie kolejnych wędkarzy będę z pewnością weryfikowały to co się dzieje na „Pawle Sz”
Czy ta jednostka odniesie sukces i zyska uznanie w oczach wędkarzy? Tego nie wie nikt. Ale dobrym zwiastunem mogą być gołębie, które w trakcie jej dziewiczego rejsu siadały najpierw na naszych wędziskach, by później spocząć na pokładzie jachtu motorowego „Paweł Sz”.
Dokładne namiary i pełna oferta na stronie www.wedkarstwo-turystyka.pl




