Częstym błędem jest wiązanie przywieszek bezpośrednio na plecionce. Wyobraźmy sobie zaczep bez „bezpiecznika” w postaci przyponu żyłkowego. Możemy stracić nie tylko pilkera, ale również kilkadziesiąt, a w skrajnych przypadkach nawet kilkaset metrów plecionki, a tu już może „boleć” każdego. Poza tym plecionka ma to do siebie, że jak dużo częściej się plącze, a jej rozsupłanie na kutrze graniczy niemal z cudem.
Osobiście używam specjalistycznych linek, przeznaczonych do wykonywania przyponów morskich, o grubości od 0,40 do 0,60 mm. Częściej sięgam po te grubsze i z doświadczenia mogę powiedzieć, że nie wpływa to negatywnie na ilość brań, natomiast zdecydowanie ogranicza plątanie i skręcanie, a przez to wydłuża żywotność zestawu końcowego.
Kolejnym bardzo ważnym elementem są troki boczne i to jak je zamontujemy troki. Polscy wędkarze stosują przeróżne rozwiązania, a ich pomysłowość czasami jest wręcz niewiarygodna. Według mnie najlepsze są rozwiązania najprostsze. Jednym z takich rozwiązań jest przezroczysty koralik z otworami w dwóch płaszczyznach (zdjęcie pierwsze z prawej). Blokujemy go na lince węzłem z góry i dołu i praktycznie możemy wędkować. W tym wariancie trok boczny przewlekamy przez otwór i węzłem blokujemy go również węzłem. Bardzo praktyczne rozwiązanie, które pozwala na szybką wymianę przywieszek jednocześnie ograniczające splątywanie zestawu do minimum.
Kolejnym, bardzo udanym wynalazkiem są QBS-y, systemy do szybkiej wymiany przywieszek (zdjęcie środkowe). Jest to koralik, który zatrzaskujemy na lince. Jego przemieszczanie również ograniczymy węzłami od góry i dołu. Jeśli chcemy wymienić przywieszkę, po prostu wypinamy ją z przyponu i zapinamy nową. W tym rozwiązaniu bardzo ważne jest zastosowanie odpowiedniej linki, która powinna charakteryzować się brakiem pamięci i odpowiednią grubością. Po wielu doświadczeniach mogę stwierdzić, że najlepsza grubość to 0,50 mm. Gotowe zestawy, bez przywieszek, wykonane z takiej linki, można już nabyć w dobrych sklepach wędkarskich.
Często obserwuję stosowanie potrójnych krętlików w zestawach. Uważam, że jest to element, który niepotrzebnie „komplikuje” konstrukcję zestawu, poza tym jest on wtedy zdecydowanie bardziej podatny na splątanie.
Diabeł tkwi w szczegółach. Zgodnie z tą zasadą zwracajmy uwagę na każdy drobiazg. Krętliki i agrafki odporne na sól są już ogólnie dostępne, tak więc nie próbujmy zastępować ich zwykłym, stosowanymi na wodach śródlądowych. Każdy węzeł sprawdźmy dwa razy. Nigdy nie przycinajcie końcówek żyłki przy samym węźle, gdyż pod dużym obciążeniem potrafi się on się zaciskać i w ten sposób, przez własną nadgorliwość, możecie stracić rybę życia. Odstający kawałek, ja zostawiam około 0,5cm, w niczym nie przeszkadza, natomiast zabezpiecza nas dodatkowo przed możliwością rozwiązania zestawu.
Po kilku wyprawach każdy zestaw powinno się zawiązać na nowo, a jeśli łowi się na wrakach, kamienistym dnie czy też na zawodach, zestaw po każdym wędkowaniu należy zmienić na nowy. Jest to może jakiś wydatek, ale przy całkowitych kosztach wyprawy, jest on naprawdę niewielki.
Optymalna długość zestawu końcowego to maksymalnie 100 cm. Gdy łowię z jednym trokiem bocznym, umieszczam go 50 cm powyżej pilkera, trok z przywieszką ma maksymalnie 20 cm. Takimi zestawami łowię zarówno podczas łowienia rekreacyjnego jak i na zawodach. Zbyt długi zestaw to kłopoty z rzutami i wyciąganiem ryb z wody. Zestaw za krótki może skutkować splątaniem troka z pilkerem lub plecionką.



