Baza jest super urządzona, do dyspozycji mieliśmy wygodne i bezpieczne łodzie aluminiowe. O paliwo dbał gospodarz, codziennie rano mieliśmy 2 pełne zbiorniki koło łódki. Jedynym problemem tam jest zorientowanie się w labiryncie wysp, wysepek i skał-pomimo plotera na łodzi na dobrą sprawę dopiero po 4 dniach pływania wiedziałem już gdzie jestem, jak bezpiecznie wypłynąć i powrócić do ośrodka.
Pogoda dopisała nam średnio-z 6 dni przeznaczonych na wędkowanie wykorzystaliśmy jedynie 4, dwa dni nieźle dmuchało. Ogółem wyjazd zaliczam do udanych, jedynymi minusami był ciasny autokar i noclegi w Szwecji na piętrowych łóżkach w schronisku młodzieżowym nad Zatoką Botnicką.
Nie nałowiliśmy tyle i takich ryb, jak byśmy chcieli, ale na efekty nie ma co narzekać. Najskuteczniejszą metodą okazały się pilkery Solvkrokena (klamka), oraz padlina (czarniaki) albo na zestawie do tej metody, albo założone na kotwicę pilkera. Na przywieszki reagowały jedynie nieduże czarniaki i dorszyki.
Utrapieniem akurat naszej ekipy okazały się niemałe brosmy (3-6 kg), które akurat nam brały dosłownie wszędzie i na wszystko-pilker, czarniak, guma, cokolwiek i gdziekolwiek, od 15 do 100 metrów. Tomek przy ich pomocy zwabiał do łódki orły morskie i mewy, żeby je focić. Bardzo ciekawe są tamtejsze łowiska, dużo górek, wypłyceń i głęboczków.
Można tam łowić i na 30-50 metrach, można i na 250. Jeden z kolegów na dzień dobry wyszedł z wędką na pomost i w pierwszym rzucie z wody o głębokości 3 metrów wyjął halibuta 7 kg. Ogółem-wspaniały urlop, wspaniałe widoki, fajne ryby. Doładowałem baterie na jakiś czas, ale już Norwegia śni mi się po nocach.
W 2011 powtórka ze Steigen-mam niedosyt. Ale na pewno już nie autokarem, jadę ze znajomymi indywidualnie, w lipcu.
Resztę obejrzyjcie sobie na fotkach.
Adam Ostrowski.


