Skarsvag – 2011Napisane przez Leszek Sobota
Po przeprawie promowej z Gdańska do Nynashamn, czekało nas to najgorsze, czyli przejazd samochodami na Nordkapp. Do pokonania było „jedynie” 1800 km. Choć drogi w Skandynawii są o wiele lepsze od naszych, podróż do najdalej wysuniętej wioski rybackiej w Europie – Skarsvag, zajęła nam ok. 25 godzin. Kiedy dotarliśmy do celu, zapoznaliśmy się z bazą, która miała być naszym domem przez najbliższe 10 dni.Warunki mieszkalne, jak w całej Norwegii, były na bardzo wysokim poziomie. Mieliśmy wszystko, co jest potrzebne do bezproblemowego „wypoczynku”.
Pomimo zmęczenia podróżą, nie mogliśmy odmówić sobie choćby krótkiego pobytu na morzu. Naszą łodzią, czyli 8 metrowym kuterkiem, wyposażonym w GPS, echosondę i ...stół do patroszenia i filetowania ryb (okazał się bardzo przydatny i potrzebnym wyposażeniem) wypłynęliśmy z przystani.
Morze Barentsa przygotowało nam na powitanie wielką niespodziankę – już w pierwszej godzinie łowienia blisko łodzi, dwukrotnie pojawił się... wieloryb! A ryby?! Ryby brały znakomicie. Na „dzień dobry” złowiliśmy sporo dorszy w przedziale 3-8 kg, kilka plamiaków i zębaczy. Z zaplanowanych 2-3 godzin na morzu, zrobiło się 5, ale po tym czasie, wszyscy chcieli wreszcie odespać zaległości po podróży.
Kolejne dni na łowisku okazały się jeszcze lepsze. Pogoda dopisywała, a ryby „współpracowały” doskonale. Każdy z nas pobijał swoje rekordy życiowe w różnych gatunkach. Po 2-3 dniach łowienia, ryby o masie 10 kg nie robiły na nikim specjalnego wrażenia. Wiele ryb po spokojnym holu i wyczepieniu, w dobrej kondycji wracało do wody. Nie jest prawdą, że dorsz wyholowany z 70-cioczy 100-metrowej głębokości nie przeżyje. 95% ryb nurkowało w głębinę bez uszczerbku.
Łowiska wokół Nordkapp okazały się najlepszymi i najbardziej łownymi wodami, na których mieliśmy okazję wędkować do tej pory. Jest to raj dla morskiego wędkarza! Zasobność wody w takie gatunki jak dorsz, plamiak, czarniak, zębacz, karmazyn czy halibut, jest moim zdaniem, wprost niewyobrażalna! W czasie pobytu mieliśmy mnóstwo ryb! Złowienie w czasie kilkugodzinnej tury 200-300 kgna łódź nie stanowiło problemu. Dorszy powyżej metra było sporo...!
Sprzęt, jakiego używaliśmy, był dopasowany do typu łowiska. Łowiliśmy wędziskami o c.w. do 300g i dł. 2,1-2,7m, a także w granicach 20-50 lbs. Używaliśmy głównie mocnych morskich multiplikatorów z plecionką o gr. 0,25-0,30 mm dł. 300-500 m. Najczęściej stosowaliśmy pilkery o masie 250-400 g w różnych kolorach. Skuteczne okazały się 30 cm gumy na morskich główkach jigowych typu Balzer lub Savager – również o masie 250-400 g. Gumy okazały się bardziej selektywną przynętą. Dowodem na to, był mój dorsz o masie 17 kg i długości 117 cm, który zaatakował rippera tak mocno, że ledwo go było widać w przełyku ryby.
Zębacze łowiliśmy na stosunkowo małych głębokościach, tj. 40-50 m. Grube dorsze przebywały przeważnie na głębokości 80-150 m. Na halibuty mieliśmy mniej szczęścia. Złowione dwie sztuki o masie ok. 5 kg wróciły niezwłocznie do wody, a jeden oszacowany na ok. 10 kg, wyczepił się z gumowej przynęty tuż przy łodzi.
Największą rybą wyprawy był 20-to kilogramowy dorsz dł. 125 cm, którego złowił nasz kolega Krzysiu „Napięta Linka” Kozłowski .
Pobyt na Nordkappie dobiegł końca i tak jak w porzekadle – wszystko co dobre, szybko się kończy – nadeszła pora powrotu. Przed nami kolejne 2-3 dni podróży.
Wyprawę na daleką północ traktuję jako bardzo udaną. Pogoda dopisała, dużo łowiliśmy (10 dni), nie było sztormów, ryb mnóstwo... Już nie możemy doczekać się przyszłorocznego wyjazdu!
Gdzie tym razem? Może wyspa Soroya, a może powtórka, czyli baza wędkarska „North Star” (jeśli znajdzie się wolny termin).
Ps. Specjalne podziękowania dla Rafała Farugi.
Leszek SOBOTA
Opublikowane w
Wyprawy zagraniczne
Dodaj komentarz |


