Krótki wypad na Nordkapp

Napisane przez frantic
Oceń ten artykuł
(8 głosów)
Nordkapp
frantic :: Nordkapp
Poniżej przedstawiamy relację jednego z naszych portalowiczów, franitc-a, z krótkiej wizyty na osławionym Przylądku Północnym.  

 

Droga na Nordkapp nie jest skomplikowana. W początkowym odcinku zakrętów niewiele - jak po stepie. Grzaliśmy chyba ze 160km/h.




Renifery skutecznie studziły nasze sportowe podejście do jazdy...


Po godzinie jazdy, droga zaczęła się nieco dłużyć, gdyż cały czas była to jazda pod słońce, które wisiało nad horyzontem, jak wielka, oślepiająca kula, a zbliżała się północ... Na końcu asfaltu wjazd w dół, do ciemnego tunelu, o długości 8 km. Pod dnem morza Barentsa... Co kawałek wielkie jak młyńskie koła wentylatory przywracają atmosferę, w której się da oddychać. Po wyjechaniu parują wszystkie szyby. Pewnie z powodu różnicy temperatur i punktu rosy.
Dwa kilometry dalej niespodzianka! ponad 270 NOK-ów wędruje do pana z budki; operatora czerwonego światła.
Drogo sobie cenią przejazd tunelem... A z drugiej strony - chyba powinniśmy się od nich uczyć porządku i ekonomicznego myślenia - może udałoby się uzbierać na nowe samoloty... My, Polacy, jedynie chełpić potrafimy się narodowymi tragediami. Trochę mnie to boli, jeśli już w polityczną czy raczej narodową nutę przyszło mi uderzyć.

Kawałek dalej kolejna budka tym razem z miłą, aczkolwiek o wiele więcej kasującą panią... Tym razem stanęło na kwocie 960 NOK... Cholerka... To już nie przelewki, jak wiry się w portfelu robią, jednak trzeba być twardym (jak wspomniany Roman B.) Z uśmiechem na twarzy pozbywamy się pięciu stówek (w przeliczeniu na PLN) i Nordkapp stoi otworem!

Z wrażenia zapominam wyciągnąć naszej narodowej flagi, którą wiozłem tyle kilometrów...
Odwiedzamy sklepik, czynny do 01.00. Drobne zakupy po bajońskich cenach (kupiłem sobie czapeczkę za jedyne 80zł )



i szorujemy do globusa...

Dotykam metalowej konstrukcji nie wierząc, że tu jestem. Myślę o żonie i dzieciakach, które w domu śpią... o ojcu [*], który nie przypuszczał pewnie nawet, że można do Norwegii na ryby jechać. Nie dożył tych czasów.
Przed globusem jeszcze jakieś niedobitki turystów, czekające na swoją kolej z fotką. Za chwilę odejdą, zapakują się do autobusów i camperów, zrobi się cicho.
Czekamy.
W końcu i nasza kolej. Mamy globus dla siebie! Dalej, jak okiem sięgnąć rozpościera się niezmierzona i bezkresna połać morskiej wody.



Jest tam gdzieś w dali pewnie wieczny lód, skrywający tajemnicę odysei Frankensteina, jednak mi wystarcza to, co widzę.



Orgazm, który rozpoczął się w dniu wyjazdu, tutaj NA KOŃCU ŚWIATA dobiega końca.
W drodze powrotnej już na nic się nie czeka... Idąc z Nordkappu do auta tak sobie myślałem...

Nie wziąłem pod uwagę jednak tych widoków, które żaden malarz nie byłby w stanie odtworzyć, żaden pejzażysta namalować. Norwegia, Finlandia i Szwecja to kraje lasem i wodą płynące. W lasach zwierzęta, w wodach ryby. /-/

Dodaj komentarz



Logowanie



Wiadomości prywatne

You are not logged in.

Get Adobe Flash player
Get Adobe Flash player
Get Adobe Flash player

Portalowe gadżety

Twój koszyk jest pusty