Pierwsza wizyta w porcie i wiemy już, że w morze pływać będziemy bardzo wygodnymi, nowymi 6 osobowymi łodziami, wyposażonymi we wszystkie bardziej (echosonda, GPS, radio UKF) i mniej (odtwarzacz CD) potrzebne urządzenia. Niewątpliwym plusem tychże łodzi są bardzo ekonomiczne silniki diesla.
Po kilku godzinach od przybycia pierwszy raz wypływamy w poszukiwaniu ogromnych ryb. Efekty niespecjalne, ale aura również do najlepszych nie należała. Kilka parokilogramowych dorszy to cały nasz połów, ale przynajmniej na kolację mieliśmy świeżą rybę. Kolejny dzień był dla na zdecydowanie lepszy. Nasz szyper Krzysztof, który był kolejny raz w tej bazie, doskonale namierzał duże ławice ogromnych dorszy. Wątłusze kilkunasto kilogramowe na nikim nie robiły wrażenia. Wiele razy łowiłem w Norwegii, ale wody okalające osławiony Nordkapp to istne wędkarskie eldorado. Nigdy nie sądziłem, że są jeszcze na świecie tak rybne łowiska.
Po tym jak przez kolejne dni zmagaliśmy się dużymi dorszami i czarniakami, postanowiliśmy zapolować na zębacze. I tak jak wcześniej, okazało się, że tych ryb jest tam całe mnóstwo. Bytowały znacznie płyciej niż dorsze, których najwięcej było na 80-110 metrach, tak więc było to doskonałe urozmaicenie, gdyż wcześniej łowiliśmy na pilkery o masie 300-700 gram i nasze organizmy zaczęły to mocno odczuwać. Ryby te najlepiej brały na kawałki rybiego mięsa i zestawy, które już na naszym portalu opisywałem.
Kolejne dni postanowiliśmy przeznaczyć na poszukiwanie ogromnych halibutów, ale efektem naszych łowów było ledwie kilka niewymiarowych sztuk (od tego roku wymiar ochronny dla tego gatunku to 80cm).
Troszeczkę nasze plany weryfikowała pogoda, gdyż otwarte morze ma to do siebie, że aura potrafi zmieniać się jak w kalejdoskopie, ale nie samymi rybami wędkarz żyje. Okazało się, że jeden z uczestników wyprawy miał urodziny, czego nie udało się mu ukryć i jak sam później stwierdził, a takim ich obchodzeniu na końcu świata, nigdy nawet nie marzył. Kolejnym przerywnikiem było zwiedzanie centrum turystycznego na Przylądku Północnym. Na tych, którzy byli tam pierwszy raz, miejsce to i oferowane atrakcje zrobiły niesamowite wrażenie.
Cóż, wszystko co dobre kiedyś się kończy i nasze wakacje również dobiegły swego kresu. Złowiliśmy bardzo dużo dorszy powyżej 100 cm. Nie wiem czy było ich 80, 100 czy 120 sztuk, ale kto przy takiej ilości wyholowanych ryb, zajmowałby się ich rachowaniem? Największy wątłusz wyprawy miał 140cm! Niestety, akurat wtedy na kutrze nie mieliśmy ani wagi, ani aparatu fotograficznego! Ryba z powrotem trafiła w odmęty morza Barentsa, może za rok złowimy ją ponownie, ale już znacznie większą. Co prawda ten "dorszyk" to nie moja zdobycz, ale za to mogę się pochwalić dublecikiem 13,50 i 11, 50 kg, który mocno nadwyrężył moje mięśnie!
Dużo czarniaków, plamiaków, zębaczy i brosm to niewątpliwe atrakcje łowisk w okolicach Skarsvag-u.
Najlepszym podsumowaniem wyprawy niech będzie to co mówili ci, którzy byli tam pierwszy raz – „czy możemy zabrać się z wami, starymi bywalcami na Nordkappie, za rok”?
Cóż, zobaczymy.…..




